Na czas nieokreślony wstrzymuję pisanie na tym blogu, ponieważ muszę dokończyć inny blog. wtedy wrócę.

sobota, 27 października 2012

Chłopiec o imieniu Laimas

Kolejny wieczór nie zapowiadał się zbyt dobrze. Na zewnątrz znów padał śnieg pomimo ciepłej wiosny. Księżyc wisiał już wysoko na czarnym niebie, opleciony zgrabnymi gwiazdami i uprzykrzającymi widoki chmurami. Nawet nocnym sowom nie przychodziło do tych mądrych główek, aby wydostać się z bezpiecznych dziupli, do których ani jeden podmuch silnego wiatru nie miał dostępu. Jednak śnieg ten nie ochłodził ani odrobinę ciepłego serca kobieciny, która podała na czerwonej tacy kubki z gorącą czekoladą. Pisarz z wdzięcznością i uprzejmym uśmiechem podziękował kobiecie, czekając na kolejny rozdział jej opowieści o kociej dziewczynie. Dziś chciał zadać jej kolejne pytania, kolejne i bardzo ważne dla jego twórczości. Jednakże nie chciał się śpieszyć, bo kobieta znów wyprowadziła go z kwitkiem, a tego nie chciał.
Gdy tylko białowłosa usiadła na swoje honorowe miejsce i za siorbała pierwszy łyk czekolady, w ten pisarz postanowił odezwać się jako pierwszy.
- Spotkałem Takagami'iego wczorajszego dnia. Opowiedział mi o dniu, kiedy chciał schwytać dziewczynę Neko.
- Doprawdy? - zerknęła z tajemniczym uśmieszkiem na pisarza. - I co, złapał ją? - spytała z ledwo słyszalnym chichotem.
- Niestety nie – odpowiedział lekko rozczarowany. - Przecież była to zwykła dziewczyna nie posiadająca mocy, poza tym jeszcze nie napotkałem w opowieści na ani gram magii. Coś mi tu ciągle nie gra. Jakim sposobem mu uciekła? Niby jak jej nie złapał? - powiedział z wyrzutami, wątpiąc powoli we wszystko, co usłyszał. Powoli zaczynał tracić satysfakcję, co do tej historycznej postaci.
- Więc opowiem ci pewną historię, jak Neko poznała chłopca z magicznymi mocami, chcesz?
- Oczywiście, ale nie odpowiedziałaś mi na pytanie.
- Jakie? - spytała głupio, a mężczyzna pacnął się w czoło z irytacji. - Ach te, niech ci będzie. Nie złapał jej, bo od samego początku tak naprawdę nie chciał tego. Neko go pokonała, lecz nie pięściami, tylko tym... - dotknęła czoła pisarza z delikatnym uśmiechem i wróciła do popijania gorącej czekolady. Uwielbiała ten smakowity i jakże słodki aromat ulatujący z kubka.
- Głową? Rozumiem! Ta rozmowa miała głębszy sens, który poruszył chłopaka. To właśnie przez to nie był wstanie jej złapać, a może jednak była zdolna używać magii?
- Nie. Uwierz mi, lecz ona nie posiadała takich cudownych zdolności. Jej mocą były wyłącznie słowa i to, że zawsze była sobą i nie robiła tego, co inni od niej oczekiwali.
- Więc wcale nie była taka głupia. Dobrze wiedziała jak powinna się zachować i zareagować w danej chwili. Neko nadzwyczajnie była cwaną lisicą, a raczej kocicą. Niesamowite, czym jeszcze mnie ona zaskoczy?
- Tego dowiesz się już za chwilę – rozbawiona kobieta odłożyła kubek i wpatrzona w płomienie buchające z kominka, zaczęła opowiadać wspomnienia utkwione w jej głowie.

*****

Kocia dziewczyna szerokimi krokami maszerowała po krawężnikach miasta z rozpostartymi rękoma niczym ptasimi skrzydłami, nucąc jednocześnie pod nosem ulubioną pioseneczkę. Uwielbiała ten radosny wydźwięk i zabawne słowa, które sprawiały u niej niewiarygodnie szeroki i przyjazny uśmiech, którego nienawidzili mieszkańcy Subiny.
- Szalalalala, mydełko fal, komu ja je dam? Szala... - przymrużając oczy wskoczyła na pobliską ławkę, okręcając się na pięcie i zgrabnie lądując na tyłku, zaczęła machać energicznie nogami. - Rany – burknęła z słodko nadymionymi policzkami, rozglądając się po okolicy za czymś ciekawym, co mogłaby porobić. Już od dłuższego czasu nie miała nic do roboty, nawet sam szef kuchni nie za bardzo miał czas, aby z nią porozmawiać przez nadmiar wygłodniałych klientów. Jednak nie tylko ona dzisiejszego dnia była straszliwie znudzona, bowiem w podobnej sytuacji był pewien młodzieniec zwany Laimas Sabonis. Podobnie jak Neko, mruczał pod nosem znaną wyłącznie jemu melodię, spacerując na obrzeżach miasta.
- Co by tu dzisiaj porobić? - spytał sam siebie z oburzoną miną, ponieważ nienawidził on tak okrutnych nudów, z którymi teraz zmuszony był się męczyć, nie wiadomo jak długo. Siedział tak półgodziny, godzinę, aż przestał liczyć, a słońce powoli zaczynało zachodzić i w ten usłyszał czyiś głos.
- W końcu kogoś napotkałam! - fioletowowłosa nachyliła się do nieznajomego chłopca, uważnie przyglądając się jemu wyglądowi. Miał krótkie, rudawe włosy, które zasłaniały jego piękne i duże srebrzyste oczy, skrywane w cieniu kaptura od szarawej bluzy. Nie był również za wysoki, bowiem wzrost kończył się wraz z dość obfitym biustem dziewczyny. - Ohayo! Ty też się tak nudzisz? - spytała z jeszcze szerszym uśmiechem.
- Aż tak to widać? - zaśmiał się spoglądając uważniej na dziewczynę, która nie wyglądała jak normalny mieszkaniec tego miasta. - Ty chyba nie jesteś stąd, prawda? - spytał, nadal lustrując uważnie nieznajomą. Miał, co do tego złe przeczucia, ale zazwyczaj nie był podejrzliwy w stosunku do innych, a to z kolei nie przynosiło mu zbytnich korzyści.
- Oj, i to jak – prychnęła rozbawiona, ruszając nogami jakby nie mogła już się doczekać zabawy związanej z tym chłopcem. W końcu od kilku dni nie robiła niczego ciekawego i nie można było jej się dziwić. Ciekawość i energia, aż wyrywały ją do przodu. Najchętniej, to od razu pociągnęłaby rudowłosego za sobą, lecz z pewnością wtedy by się niezmiernie przestraszył. - Nie specjalnie – odpowiedziała na drugie pytanie, wzruszając ramionami i postanowiła przejść od razu do setna sprawy, która podkusiła ja do zagadania z młodzieńcem. - Wiesz może, co tu można ciekawego porobić? No wiesz, w grupie zawsze raźniej, a ja również się nudzę, ne – zerknęła na niego spod ukosa, wydając koci dźwięk. - To jak?
- Hm... - zastanowił się chwilę, a raczej udał, że to robił, gdyż nic lepszego do roboty nie miał. - Gdybym wiedział, to też bym się tak nie nudził – rzucił z uśmiechem. - A tak w ogóle, to jestem Laimas, a ty? - powiedział, dodając po chwili. - Zawsze możemy... no ja wiem... chcesz pograć w kręgle? - wypalił nagle z braku jakichkolwiek pomysłów. Neko z radosnym podskokiem chwyciła go za nadgarstek i zmusiła do wstania. Była tak podekscytowana i uradowana, że kolejna osoba jej nie spławiła tylko z grzecznością postanowiła nieco z nią się pobawić.
- Kręg...le? Nigdy o czymś takim nie słyszałam. Co to takiego? - zadała pytanie z zaciekawieniem. Nie dziwota, iż nic o tym nie słyszała, skoro zawsze wygłupiała się na poręczach, drzewach i mieszkalnych płotach, zamiast zachowywać się jak zwyczajny nastolatek.
- Nie wiesz? To jest...Właściwie, to nie wiem, czy dobrze ci to wytłumaczę, może lepiej gdybyś przekonała się na własne oczy – rzucił radośnie i lekko pociągnął ją w stronę kręgielni. - Sam nie jestem w tym najlepszy, więc nie będzie ze mnie zbyt pożytecznego nauczyciela, ale pewnie sama szybko załapiesz, o co chodzi.
- A o co chodzi w tych kręglach? - spytała z uśmiechem, pozwalając chłopakowi, aby ja poprowadził. Nieco jej ulżyło, że sam był w tym kiepski, bo nie musiała się martwić o ośmieszenie.
- Tak żebyś zrozumiała... po prostu rzuca się kulą po wyznaczonym torze i trzeba zbić leżące na jego końcu kręgle. Kręgle zaś są to takie... jakby pionki do gry, tylko większe – powiedział, dodając po krótkiej chwili. - Wybacz, nie jestem najlepszy w tłumaczeniu – rzucił przepraszająco, zakładając rękę za tył głowy, delikatnie się uśmiechając.
- Co ty gadasz? Zrozumiałam, a to nie często się zdarza. Daleko jeszcze? Chcę już ukatrupić kilka pionków – roześmiana, nagle się potknęła i jak długa runęła na ziemię. Neko wcale się tym nie zaskoczyła, ponieważ było to normalne w jej zwyczaju, ale nie sądziła, że stanie się to na płaskim chodniku bez kamyczków, a których mogła się potknąć. - Dlaczego zawsze ja? - burknęła z żalem, będąc rozbawioną swoim talentem do upadków. Pech jak zwykle był dla niej niemiłosierny, co powodowało u niej większy śmiech niż smutek. Laimas roześmiał się mimowolnie. Po chwili jednak opanował się i wydusił z siebie kilka słów.
- Przepraszam. Po prostu nigdy nie sądziłem, że ktoś może być nawet bardziej niezdarny ode mnie – powiedział, pomagając jej wstać z ziemi. - Spokojnie, to już niedaleko. Jeśli chcesz, to mogę cię ponieść – zaśmiał się ze swoich słów, jednakże był w pełni poważny, co do ich znaczenia. Neko tylko wytrzeszczyła oczy z niedowierzania. Jak taki drobny chłopak, mniejszy o co najmniej piętnaście centymetrów chciał ją ponieść? Przecież to było ewidentnie niemożliwe.
- Mówisz poważnie? Nie jestem zbyt lekka. Jeszcze moja niezdarność przejdzie na ciebie i razem przywalimy w ziemię.
- Całkowicie poważnie. No i poza tym nawet nie będę cię musiał przy tym dotykać, więc nic się nie bój – powiedział, dodając jej otuchy. - Sama zobacz – rzucił kolejnymi słowami z uśmiechem, który od spotkania Neko nie schodził mu z twarzy, a dziewczyna niespodziewanie uniosła się lekko w powietrzu. - Chyba nie wyobrażasz sobie, żeby ktoś mojej postury mógł swobodnie nosić innych – zaśmiał się głośno wyobrażając sobie, jak to musiałoby wyglądać. Taki karzełek niosący nie tyko wyższą dziewczynę, ale i dość cięższą od niego samego. Jeśli byłoby to możliwe ją unieść za pomocą własnych rąk.
- Ja chcę na ziemię! - krzyknęła z malinowymi rumieńcami na twarzy i zacisnęła kurczowo nogi, by rudowłosy nie dostrzegł jej bielizny pod długą bluzą. - Mam lęk wysokości – pisnęła z szklankami w oczach.
- Przepraszam, nie wiedziałem, ale jeśli chcesz, to mogę trzymać cię tylko parę centymetrów nad ziemią. No cóż, miałem nadzieję, że się przez to nie wygłupiłem, nawet jeśli było to nieumyślnie.
- Wszystko gra, dziękuję. Więc... czy to tutaj? - wskazała palcem na potężny budynek, oświetlony niezliczonymi światełkami, z którego wydobywała się głośna muzyka.
- Tak, raczej ciężko tego nie zauważyć. Ten budynek zawsze się „trochę” odróżniał od całej reszty – zaśmiał się z przyjaznym uśmiechem. - Chodź do środka, będzie fajnie. Chyba. No w każdym razie sam nie mogę tam chodzić, bo to by było po prostu... dziwne. Rozumiesz o co mi chodzi? - dodał, ukradkiem zerkając na blada twarzyczkę Neko, która z dalszym upodobaniem podziwiała budynek.
- Etto... dziwne? - miauknęła, przechylając na bok głowę. - Ja przeważnie chodzę wszędzie sama i nie czuję się dziwnie, ale pewnie masz rację. Chodźmy! - pociągnęła go do środka przez potężne drzwi z prawdziwego drzewa i stanęła jak wryta na samym środku sali. Jaskrawe światła błękitu, różu i złota, odbijały się w rogówkach zarumienionej z satysfakcji dziewczyny. Przy jednej ścianie przylegało z dziesięć torów, które czekały na uczestników gry, by ci z kolei pozbijali wszystkie kręgle. Wypolerowane kule czekały, aż ktoś weźmie je w posiadanie, a rozmaite rozmiary butów leżały grzecznie na swoich wyznaczonych pułkach. Wszyscy zgromadzeni byli szczęśliwi. Na ich twarzach widniały szerokie uśmiechy. Jedni popijali napoje przy stolikach, obserwując rzuty swoich towarzyszy, a inni właśnie ubierali odpowiednie buty. Sabonis z rozbawieniem przyglądał się zachowaniu dziewczyny, ponieważ jej zachowanie było całkiem ciekawe.
- Chodź, najpierw musimy zmienić but, bo dalej nas nie wpuszczą – skinął głową i wskazał Neko drogę, w którą mieli teraz się udać. - Jaki nosisz rozmiar? - fioetowowłosa spojrzała na chłopca, jak na kosmitę. Ona miała zmienić obuwie na jakieś inne? Przecież kochała swoje puszyste buciczki, a nie chciała ubierać takich, które nosił już ktoś inny. Trzeba było przyznać, że nie uśmiechało się jej to, ale była tak ciekawa gry, ze była gotowa zrobić wszystko dla dobrej zabawy.
- Oki doki, mam chyba trzydzieści sześć, albo siedem – przypomniała sobie rozmiar buta. - Czy tutejsi cię znają? Skoro mówiłeś, że pokazanie się tutaj samemu jest dziwne... - spojrzała na innych graczy.
- Czy mnie znają? No wiesz, czasami byłem zapraszany tu przez swoich starych znajomych, ale raczej nie jestem tutaj stałym bywalcem – powiedział z łagodnym uśmiechem. - Chodź, tam dostaniemy buty na zmianę – wskazał Neko szatnię, gdzie stał dobrze zbudowany mężczyzna w garniturze niczym kelner. - Nie lubię tego robić, ale to konieczne – dodał i lekko się do dziewczyny uśmiechnął. Gdy zmienili już buty, podeszli do jednego z wolnych torów, a Laimas zaczął objaśniać dziewczynie wszystko z dokładnością. - To są kule, którymi się w to gra – wziął jedną do swoich drobnych rąk. - Musisz wsadzić palce w kulę. Im więcej ich zbijesz, tym więcej punktów dostaniesz – powiedział z nadzieją, że Neko zrozumiała objaśnienia chłopca.
- To proste! - oznajmiła z szerokim uśmiechem, który ostatnio w ogóle nie schodził z jej twarzyczki i chwyciła kulę, która wbrew pozorom nie należała do najlżejszych. - Toja zacznę – dodała i machnęła ręką puszczając kulę, ale ta z kolei poturlała się za bardzo w bok i nie zbiła ani jednego kręgla. Oburzona z naburmuszoną miną usiadła na siedzenie i zarzuciła nogę na nogę. - Następnym razem zbije wszystkie!
- Czyli widzi, to wcale jednak nie jest takie proste, jakby się mogło wydawać. Ale trening czyni mistrza. Podobno – prychnął, sam rzucając kulą, która to potoczyła się po torze, ale zbiła jedynie dwa kręgle i to w dodatku stojące gdzieś z boku. - Widzisz, choćbym nie wiem ile razy w to grał, nie potrafię zrobić tego lepiej – roześmiany zajął miejsce obok Neko. Przez krótką chwilę spoglądała z zastanowieniem na chłopaka, lustrując go uważnie.
- Fajny jesteś – wypaliła ni z pietruszki, ni z gruszki i drugi raz w tym dniu zaliczyła bolesny upadek. Zawstydzona szybko rozciągnęła bluzę, gdy tylko poczuła, że jej majtki zobaczyły światło dzienne na oczach wszystkich i spojrzała na Laimasa. Chłopak napotkawszy jej spojrzenie, szybko odwrócił wzrok, udając, że nic nie widział, lecz te malinowe rumieńce świadczyły zupełnie o czymś innym.
- Widziałeś coś? - zapytała z podejrzliwą miną, siedząc na podłodze przez pewien czas.
- Nie, a co takiego miałem widzieć? - spytał udając głupka.
- Sama nie wiem – westchnęła wracając na siedzenie. - Powiedz mi, czy bluza pasuje do mnie?
- Pasuje – potaknął z uśmiechem.
- Hontto? - spytała rozweselona i cmoknęła rudowłosego w czoło, a chłopak cały spąsowiał.
- No tak, bo wiesz. Jesteś taka... bardziej zakręcona od pozostałych – powiedział z lekkim rumieńcem.
- Dziękuję – uśmiechnęła się uprzejmie. - Uwielbiam tę bluzę, a zwłaszcza za te kłębki – dodała bawiąc się frędzelkami. - Ty też jesteś inny od pozostałych. Przeważnie wszyscy są naburmuszeni i obrażeni na cały świat, aż chce mi się na nich nakrzyczeć. A ty jesteś wesoły! - klepnęła go w ramię, zeskakując na ziemię. - Twoja kolej! - mrugnęła do niego okiem, poprawiając swoje buty.
- Dzięki, chyba – zaśmiał się podchodząc do toru, lecz i tym razem nie zbił zbyt wielu kręgli. Sam się zastanawiał, czy czasem jego umiejętności w tej grze nie zatrzymały się na tym poziomie. Laimas odwrócił się ku Neko i posłał jej delikatny uśmiech na samą myśl o swojej grze.
- Chodźmy gdzieś indziej, bo nasze umiejętności chowają się przy innych. Możemy pójść do mnie do domu, ale tam sjest strasznie nudno - wzruszyła ramionami. - Mam ochotę na coś słodkiego.
- W sumie to masz rację, zmywamy się – zaśmiał się na jej słowa i pociągnął w stronę szatni. - Coś słodkiego mówisz? Za rogiem jest taka mała, sprzedają tam najlepsze ciasta w całym mieście. Wiem to, bo jestem w tych sprawach całkiem obeznany, a potem... do ciebie? No, jeśli nie boisz się zapraszać niemal obcego ci chłopaka, to w porządku.
- Najlepsze ciasta? Super, ale ja muszę zjeść sernik! Dawno go nie jadłam i czekolada by się przydała... - zaczęła wyobrażać sobie wszystkie smakołyki z malinowymi rumieńcami na twarzyczce. - Więc ty też lubisz słodycze? Mamy coś wspólnego!- uradowana wyszła za nim na miasto w kierunku kawiarni. - Przecież znam cię wystarczająco dobrze, więc czemu jesteś nieznajomy? Wiem, że masz na imię Laimas i lubisz słodycze, a i że kiepsko gramy w kręgle. No i u mnie w domu też możemy robić ciekawe rzeczy – zachichotała tajemniczo, jakby w jej głowie rozpętała się burza niebezpiecznych pomysłów.
- Ciekawe rzeczy, a o czym konkretnie mówisz? - spytał nieco przestraszony. - Zresztą widzisz, ja lubię przebywać w towarzystwie innych. Nie ważny czy się znamy, czy też nie. Właśnie, ciekawe co jeszcze mamy ze sobą wspólnego.
- Też jestem ciekawa. Powiedz mi, jakie lubisz ciasta? Ja tam nie wiem, co dobrego serwują w tej kawiarni.
- Wszystko tam jest dobre, więc cokolwiek nie wybierzesz będzie ci smakować. No dobra, może nie wszystko, bo to też zależy od indywidualnych gustów... ale sernik tam jest pyszny, więc nie musisz się martwić. Co mogę polecić? Hm... placek z owocami. Mówię ci, niebo w gębie! - zaśmiał się wskazując dalszą drogę dziewczynie.
- Oki doki! Wezmę placek! - podskoczyła radośnie, ale nagle uświadomiła sobie bardzo istotną rzecz. - Nie wzięłam pieniędzy z domu – burknęła niezadowolona pod nosem. Zawsze nie potrzebowała pieniędzy, a teraz prawdopodobnie musiała obejść się od cudownych rarytasów. Laimas z kolei zaśmiał się jak zwykle podczas obecności Neko i rzucił z uśmiechem do dziewczyny.
- Oszalałaś? Skoro cię zaprosiłem to znaczy, że ja płacę! - wziął ją pod ramię i ruszyli żwawszym krokiem. - Nie przejmuj się, tylko chodź.
- Daleko jeszcze? -spytała z lekkim speszeniem w głosie, a na jej policzki wypełzły delikatne rumieńce. W końcu nie każdy chwytał ją w ten sposób, co chłopak.
- Nie, zaraz tam będziemy. Jesteś strasznie niecierpliwa. Ty tak zawsze? - spytał zauważając rumieńce na twarzyczce dziewczyny. - Ach, przepraszam, znowu zrobiłem coś głupiego? - rzucił przepraszającym tonem.
- Nie – pokiwała przecząco głową. - Ja jestem bardzo cierpliwa! Czyżby w to wątpił?! - zapytała z podwyższonym tonem, nie mogąc powstrzymać się od uśmiechu. - Tak właściwie, to co jeszcze lubisz robić? Chciałeś w końcu sprawdzić, co mamy jeszcze wspólnego.
- Co lubię robić? Hm... Może to dziwne, ale lubię spacerować, gdy pada deszcz, a poza tym bawić się ze zwierzętami. Nie mówię tu o typowo domowych futrzakach, bo często zdarzało mi się to też z na przykład szopami, czy też... - przerwał, gdy zauważył, że dziewczyna dziwnie mu się przyglądała.
- Wiesz co? Jesteś inny od wszystkich, których poznałam wcześniej – uśmiechnęła się szeroko i wskoczyła na pobliski murek oddzielający chodnik od parku. - W moim rejonie miasta dość często pada. Może jak tam potem pójdziemy, to uda nam się na to napotkać? Będziemy mieli pecha jeśli nie natrafimy na deszcz. Jeśli chodzi o zwierzęta, to... jestem chyba jednym w naszym mieście.
- Ciągle pada deszcz... cóż, to z drugiej strony nie może być specjalnie przyjemne. Najbardziej lubimy to, czego nie możemy mieć, więc ty pewnie lubisz wygrzewać się w słoneczku? - przyglądnął się badawczo dziewczynie, która z kolei drgnęła, czując jego spojrzenie i przemyślała swoje kolejne słowa. Nie chciała przecież zostać uznaną za jakąś wariatkę z wielkim bzikiem na punkcie kotów.
- Ja uwielbiam deszcz! Zwłaszcza skakać po kałużach, to fajna zabawa. Potem jak się zmoknie, to można poleżeć przy kominku – z wypiekami na twarzy, zamruczała niczym kot, wyobrażając sobie leżakowanie w ciepełku. - Hm... często słyszę od mieszkańców, że jestem kotem. Może to z powodu mojego zachowania i wyglądu? Nie mam pojęcia.
- No wiesz, koty są fajne – powiedział cicho, śmiejąc się po chwili. - Zawsze myślałem, że wszystkie dziewczyny są...straszne i złe, ale widzę, że się myliłem – powiedział z szerokim uśmiechem do Neko. Zatrzymał się na krótką chwilę i wskazując jej ruchem głowy niewielki budynek na końcu ulicy. - To tutaj. Hej, jak już coś zjemy, to idziemy do ciebie, tak? Chciałbym zobaczyć tamte okolice, ale sam bałem się to zrobić. Będziesz moim przewodnikiem, co?
Dziewczyna potaknęła z delikatnym uśmiechem i zamrugała oczyma, spoglądając na budynek. Była to skromna kawiarenka pomalowana na beżowo, z dużymi na całą ścianę oknami i drzwiami. Pociągnęła błyskawicznie chłopaka za sobą, nie mogąc doczekać się ciasta. Była już dość głodna, a w dodatku miała okazję skosztować czegoś wyjątkowo pysznego.
- Większość dziewczyn taka jest, ale ja nie. Jak widzisz, jestem nawet takim kotkiem – miauknęła wyciągając jak kot łapkę, przymykając jedno oko. - Mogę być twoim przewodnikiem, ale decydujesz się na własne ryzyko. Nawet mieszkając w tamtych okolicach, czasem gubię drogę. Jestem kiepska w orientacji w terenie – burknęła pod nosem, nadymając policzki niczym obrażone małe dziecko.
- Oj, spokojnie, jakoś sobie poradzimy. Dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych – zaśmiał się, dodając po chwili. - To co, koteczku, wchodzisz do środka? - spytał i razem weszli do środka. Usiedli przy oknie, w jedynym wolnym miejscu i spojrzeli w karty Menu. - To co w końcu zamawiamy? - spytał patrząc z uśmiechem prosto w jej oczy. Fioletowowłosa, zarumieniona z powodu słów chłopaka i schowała twarz w karcie.
- Poradzę się specjalisty. Co mi zaproponujesz?
- Hm... tak jak już wcześniej mówiłem, mają tutaj niesamowite ciasto owocowe, ale równie dobrym wyborem byłyby muffinki bananowe. Jednak to zależy od ciebie, bo w sumie czego byś tu nie zamówiła, będzie ci smakować. Masz na to moją gwarancję.
- Muffinki bananowe? Nigdy takiego czegoś nie jadłam – opuściła głowę na ramię z pytającym wyrazem twarzy. Co za wstyd. Taka była z niej miłośniczka słodyczy, a nigdy nie słyszała o muffinkach. - To ja spróbuję muffinek – dodała z szerszym uśmiechem i schowała dłonie pomiędzy nogami. - A ty co sobie wybierzesz?
- Ja> Hm... nie ma tu takiej rzeczy, której jeszcze bym nie próbował. Niech będzie tarta z malinami – powiedział, powtarzając ich zamówienie kelnerce, która chwilę później wróciła z ich słodkościami. - Smacznego – powiedział radośnie, spoglądając na Neko.
- Nawzajem – odpowiedziała promiennie probując swojego łakocia. - Pyszne! - oznajmiła głośno, obserwując chłopca. Siedziała niewiarygodnie grzecznie i cicho jakby oczekiwała czegoś ze strony Laimasa. Potem jednak zaczęła bujać się na boki z coraz to wyraźniejszymi rumieńcami na policzkach. - Etto... dasz mi spróbować swojego? - spytała spuszczając wzrok. Rudowłosy mimowolnie zaśmiał się słysząc jej słowa i podsunął Neko swój talerzyk.
- Mojego? Ależ proszę. No chyba, że chcesz abym cię nakarmił – powiedział z uśmiechem, uświadamiając sobie ważną rzecz. W towarzystwie tej dziewczyny na pewno nie jest nudno. Wtedy nagle uzmysłowił sobie, że ją polubił, co nie było chyba specjalnie trudne, bo miała ciekawy charakter.
- Nakarmić? Chętnie! - potaknęła z jeszcze szerszym uśmiechem i uchyliła usta, czekając na dawkę słodyczy. - Aaa...- miauknęła przymykając swoje dziwaczne kolory oczek. Chłopak zaś nie spodziewał się takiej odpowiedzi, ale pomimo lekkiego zaskoczenia, posłusznie nabrał nieco tarty na łyżeczkę i delikatnie włożył ją do ust dziewczyny. Uśmiechnął się mimowolnie, gdyż ludzie ze stolika obok rzucali w ich stronę dziwne spojrzenia.
- Pyszne! Bardzo smaczne – powiedziała, nie spuszczając wzroku z chłopca. - Czy coś nie tak? - spytała zauważając spojrzenia innych, ale jej to nie przeszkadzało, ponieważ była przyzwyczajona do tego. - Nie przejmuj się nimi. Zazdroszczą ci – mrugnęła okiem z zadowoleniem.
- Nie, to... - powiedział cicho, lekko przeczesując ręką włosy ze zdenerwowania na słowa Neko. Chrząknął tylko i dodał po krótkiej chwili: - Tak, pewnie masz rację – odpowiedział z delikatnymi rumieńcami. Nie miał nic do tego, że inni się gapili, ale zabrzmiało to jakąś dziwnie, a może po prostu źle to odebrał.
- Wszystko gra? Może masz gorączkę? Jesteś strasznie spięty – zauważywszy to, położyła dłoń na jego czole, ale ciężko było jej stwierdzić czy ma gorączkę, więc przyłożyła swoje czoło jak kiedyś robił to mistrz kuchni. - Nie masz gorączki – stwierdziła, zajadając się miffinkami.
- T-ta... wiesz,muszę iść... do łazienki – zaśmiał się dziwnie, po cym wstał z krzesła i pośpiesznie ruszył w stronę właściwych drzwi. Gdy już się tam znalazł, ochlapał twarz wodą i spoglądając w lustro stwierdził, że rzeczywiście był czerwony. - Ale ze mnie debil.
Roześmiana dziewczyna skosztowała jego tarty z myślą o jego zabawnym zachowaniu.
- Kurcze! Nie przemyślałam tego! Co ja mu pokażę u siebie?! - gwałtownie walnęła głową o stół z zdruzgotania. - Już wiem! Nie, nie wiem, a może... nie,albo... a może... nie... mo... a niech to! -zatupała energicznie nogami z zdenerwowania. - No nic. Jak zwykle pójdę na żywioł – z iskrami w oczach wymierzyła pięścią w powietrzu i z nudów zaczęła bawić się wykałaczkami. Leżała już w połowie na stoliku, zastanawiając się, czemu chłopaka nie ma tak długo.
- Kurcze, tak długo już tu siedzę. W kiblu. Jeszcze sobie coś pomyśli! - jak poparzony wydostał się z łazienki i wracając do stolika, przeprosił ją i szybko usiadł na swoje miejsce. - Em... jeśli chcesz, możesz to zjeść już do końca – wskazał na swoją tartę. - A potem już stąd pójdziemy, dobrze? - rzucił, chcąc zatrzeć tamtejsze jakże dziwne wrażenie.
- Aż takim żarłokiem nie jestem – miauknęła z wyraźnym chichotem. - Więc chodźmy do mnie – uśmiechnęła się do Laimasa, pozwalając mu zapłacić i chwyciła go za dłoń, wyciągając na zewnątrz. - U mnie pewnie pada deszcz, więc jeśli nie chcesz zmoknąć, to lepiej żebyś zabrał ze sobą parasolkę.
- Ale mój dom jest trochę daleko. Jeśli tobie to nie przeszkadza, to ja nie mam potrzeby brać parasola, bo w sumie, mam sposób na to, żeby nie zmoknąć – powiedział z uśmiechem. - W sumie... dobra, poczekaj tutaj. Nie mogę przecież pozwolić, byś za to ty była przez to mokra – uniósł się w górę i poleciał w stronę swojego domu. Szybko złapał za potrzebny przedmiot i migiem wrócił do miejsca, w którym znajdowała się Neko. - Trzymaj – powiedział, podając jej niebieską parasolkę.
- Dziękuję. Jesteś bardzo uprzejmy – poczochrała go po głowie i wzięła przedmiot, odnajdując drogę do swojego mieszkania. - W jaki sposób unikniesz zmoknięcia? - spytała zaciekawiona, skręcając na główną ulice, z której mieli wejść do lasu.
- Wiesz, posiadam magię i mogę zwyczajnie użyć specjalnego zaklęcia – powiedział z uśmiechem. - Oj, zaciągasz mnie do lasu, a wiesz, że tam jest niebezpiecznie? Ale spokojnie, w razie czego ja cię obronię – dodał i wypiął dla żartu pierś do przodu. Neko wybuchnęła śmiechem na widok jego wypiętej klaty i niemal padła na ziemię.
- Przestań – przetarła oczy ze szklanek i złapała się za obolały brzuch. - Magik z poczuciem humoru, tego jeszcze nie było. Nie sądzę żebyś musiał mnie chronić - stuknęła go w klatę, słysząc trzask łamiącej się gałęzi i podskoczyła, tuląc się do chłopca z przerażenia. Zerknęła za siebie zauważając sarnę i szybko puściła Laimasa. - Przepraszam – burknęła, a tym razem to chłopak się roześmiał. - Tak, tak, właśnie widzę. Mów sobie co chcesz, ale w razie czego na mnie możesz liczyć – powiedział, uśmiechając się do niej. - Poza tym...co ma do tego fakt, że jestem osobą używająca magii? Dobra,dobra, ty tez jesteś inna od reszty dziewczyn, prawda?
- No nie wiem. Mógłbyś mi wchodzić do mieszkania bez mojej wiedzy – podała pierwszy lepszy przykład. - No wiem, że jestem inna i dlatego nie za bardzo się dogaduję z innymi. To jeden z powodów moich wędrówek po mieście – przyglądnęła się zwierzęciu i poszli dalej. - Byle nie było burzy – drgnęła na samą myśl na widok ciemnych deszczowych chmur zbierających się w okolicach jej mieszkania.
- No fajnie, że tak o mnie pomyślałaś. Ja bym tego nie zrobił. Chociaż muszę przyznać, że wiele osób zajmuje się właśnie czymś takim. Boisz się burzy? Spokojnie,przecież ja tu jestem – zaśmiał się z Neko, która przypomniała sobie o jego wypiętej piersi.
- Nie chciałam cię obrazić, gomene -zrobiła niewinną minkę. - Nie miałam na myśli, no może miałam, no bo... - pacnęła się w czoło. - To już niedaleko - zmieniła szybko temat.
- Niedaleko mówisz? Nie mogę się doczekać – powiedział. - Nie przejmuj się. Nie obraziłaś mnie rozumiem twoje obawy. Wystarczy tylko, że nie powiesz mi gdzie mieszkasz i będzie spokój, nie? - zaśmiał się.
- Nio pewnie tak – potaknęła odsuwając gęste krzaki, za którymi ukrywała się mała alejka z domkami. - Jesteśmy. O tej porze wszyscy już śpią, no chyba, że szwendają się jacys zboczeńcy, ale jesteś ty, tak? I mnie obronisz – zachichotała na wspomnienie o jego klacie.
- Ależ oczywiście – powiedział. - Tylko wiesz, chłopiec taki jak ja przeciwko bandzie jakichś podejrzanych typów... chyba sobie tego nie wyobrażasz? - zaśmiał się nerwowo. - Mimo tego jak wyglądam, to bym się postarał. Najwyżej ty być uciekła, a ja bym się dał im troszkę poturbować. To co będziemy robić w takim razie?
- Nie pozwoliłabym im tknąć takiej buźki – powiedziała klepiąc go po policzku. - Co powiesz na łyżwy, ale takie trochę wyczynowe. Laimas dziwnie się zaśmiała na jej słowa. W dodatku były wyczynowe, a on przecież nie powie jej, że nie potrafi nawet ustać na lodzie, a co dopiero jeździć. Gdyby jednak wszystko okazało się dopiero na miejscu, to narobiłby sobie jeszcze więcej wstydu.
- Ale... no wiesz... ja nie umiem... - powiedział cicho, wbijając swój wzrok w ziemię. Neko spojrzała na niego pytająco z zastanowienie, o co może mu chodzić.
- Nie umiesz? Mogę cię nauczyć na spokojniejszym lodowisku. Nawet mało kto tam przychodzi. Oczywiście jeśli nie masz nic przeciwko. Możemy w końcu zrobić co innego.
- Nie, jeśli ci tonie przeszkadza, ale ostrzegam, to będzie żmudny proces, bo mnie nie jest łatwo nauczyć czegoś nowego - powiedział z lekkim uśmiechem. - jeśli masz w sobie tyle cierpliwości, w co szczerze wątpię, to oddaję się w twoje ręce.
- Spoko kociego wodza! Będzie zabawnie! - podskoczyła podekscytowana i pociągnęła go na lodowisko.

*****

Siedząc w przebieralni, zaczęli ubierać łyżwy, kiedy to dziewczyna zwróciła się do chłopaka, przykładając do ust palca i przymykając jedno oko.
- Zdradzę ci pewien sekret. Bardzo cię lubię- uśmiechnęła się i dokończyła wiązanie sznurówek. - Pomóc ci w ubieraniu?
- Ja ciebie też – szepnął, zauważając, że rzeczywiście nie miał bladego pojęcia o prawidłowym wiązaniu łyżew, więc przytaknął głową i rzucił: - jeśli to dla ciebie nie problem, to tak.
- Nie, żaden problem – z uśmiechem na twarzy ukucnęła naprzeciw Laimasa, zawiązując mu obuwie i pomogła mu wstać. Wspólnymi siłami weszli na lodowisko, a Neko chwyciła go za dłonie i zaciągnęła na lód. - I jak? Póki co, to stoisz.
- Tak, póki co jeszcze się jakoś trzymam. Gorzej będzie jak mnie puścisz – uśmiechnął się rozglądając po niemalże opustoszałym terenie.
- Nie muszę cię puszczać.
- Hej, co takiego robią tutejsi mieszkańcy na co dzień? - przenosząc wzrok z powrotem na dziewczynę.
- Przebywają w barach, szukają adrenaliny. Często dopuszczają się różnych bójek. Zwyczajnie nie przepadają za... - przerwała nie wiedząc jak ująć resztę zdania słowami. - Szczerze, gdybym mogła,to nie mieszkałabym w Subinie. Zbyt wiele znajduje się tu czarnych charakterów.
- No cóż, na pewno nie wszyscy są tacy jak ich opisujesz. Właśnie. Masz tu może jakichś dobrych przyjaciół?
- Nie mam zbyt wielu. Zazwyczaj przychodziłam tutaj dla poszukiwania zabawy. Czasem nawet dręczyłam niektóre osoby, bo denerwowały mnie straszliwie, ale ty jesteś inny i cieszę się z tego powodu – puściła powoli chłopaka, a ten z kolei nie ruszył się ani o milimetr ze swojego miejsca, w obawie, że zaliczy tym samym solidny upadek.
- Jaka to zabawa dręczyć innych? - zaśmiał się mimowolnie. - Ja jestem inny?Oj no już mnie tak nie komplementuj, bo się jeszcze zarumienię – powiedział i znów się roześmiał.
- Ja tylko mówię prawdę, a teraz dalej, to nie takie trudne – roześmiana zachęciła Laimasa do chociażby drgnięcia. - Jeśli to zrobisz, to dostaniesz nagrodę, no śmiało. Poza tym zdziwiłbyś się, ludzie czasem są zabawne, kiedy je się podręczy, serio – zachichotała złowieszczo.
- To może podręczymy kiedyś kogoś razem? Serio chciałbym zobaczyć ich reakcję na to! - powiedział i się zaśmiał. - Um, no dobra – dodał i lekko przesunął się do przodu nie zaliczając jak na razie upadku., choć czuł jak nogi mu drżą, więc do upadku nie miał też specjalnie daleko. - Właściwie, o jaką konkretnie nagrodę chodzi?
- Tajemnica – mrugnęła do niego okiem, chichocząc. Bawił ją bowiem widok chłopca, który uparcie usiłował utrzymać równowagę na śliskim lodzie. - No widzisz? Jest dobrze. Niedługo będziesz śmigał – zażartowała widząc jak niepewnie stoi na nogach.
- Hmmm... mam się zacząć bać? - zaśmiał się głupkowato.- Oj, nie wiem, śmigać to ja mogę, ale jedynie w powietrzu – powiedział i znów niepewnie posunął się do przodu, a w międzyczasie wykonał jakiś dziwny ruch, który miał uchronić o przed upadkiem, ale musiało to wyglądać dosyć zabawnie dla kogoś, kto to oglądał. Laimas chrząknął tylko i udał, że nic się nie stało, widząc rozbawienie na twarzy dziewczyny.
- Zależy czego się boisz, ale raczej nie powinieneś – wybuchnęła śmiechem na widok wygibasów Laimasa, który wyglądał bardzo zabawnie. - W powietrzu? Więc to twoja zdolność? Niesamowite! Ja od zawsze marzyłam o umiejętności unoszenia wszystkiego w powietrzu.
- Ok, to w takim razie będę teraz spokojny – sam niemalże roześmiał się na widok ruchów Neko i po uspokojeniu się nieco, dodał: - Ja też miałem ochotę kiedyś latać jak ptak. Widać jak to się skończyło, a właśnie, jaka jest twoja zdolność, moja kiciu?
- Kiciu? - wzdrygnęła się z delikatnymi rumieńcami. Jeszcze nikt nigdy tak do niej nie powiedział, więc jak miała to rozumieć? - Aż wstyd się przyznać. Nic specjalnego – odpowiedziała wymijająco, wzruszając ramionami i chwyciła chłopca za ręce, ciągnąć go do przodu z niewielką prędkością.
- Co ty robisz?! Za szybko, za szybko! - krzyknął, kurczowo trzymając się Neko. Wyglądało to doprawdy zabawnie i beznadziejnie, ponieważ jechali oni z niemal zerową prędkością, ale on i tak czuł, że lada chwila mógł się wywrócić z braku jakiejkolwiek równowagi.
Dziewczyna śmiała się w nie pogłosy na widok protestującego chłopaka i jak na złość, przyśpieszyła jeszcze bardziej. Nie trwało to jednak długo, gdyż zwolniła ostrożnie i płynnie, a kiedy Laimas zwalniał, puściła go, aby ten pojechał kawałek sam. Uczyć za bardzo nie potrafiła, ale robiła z nim to samo, co mistrz kuchni. No może w bardziej spokojny sposób, bo ten to od razu ją rozpędził do niebezpiecznej prędkości.
- Co? Ej, serio, ja jadę! - krzyknął, gdy zorientował się w końcu w tym, co się dzieje. Nie trwało to jednak długo, bo zaraz po wypowiedzeniu tych słów, zachwiał się i runął na lód jak długi. Bąknął cicho pod nosem, po czym próbując się podnieść, znów upadł. Zaczął się śmiać z siebie samego jak głupi, pomagając sobie tym razem swoją mocą i już po chwili stał z powrotem na równych nogach.
- No nic – klasnęła w ręce, prawie upadając ze śmiechu. - Czas wracać. Robi się późno, a w tym mieście lepiej nie chodzić nocami po ulicach, uwierz mi – dodała z mniej wyraźnym uśmiechem i chwytając chłopca za nadgarstek, poprowadziła do wyjścia. - Ściągnąć łyżwy chyba będziesz potrafił, co? - spytała z rozbawieniem, siadając na ławce i zaczęła rozwiązywać obuwie.
- Wiesz, może i jestem niezdarny, ale takie proste rzeczy to jeszcze potrafię sam zrobić – powiedział, udając obrażonego, a chwilę po tym cicho się zaśmiał i wpierw je odwiązując, ściągnął z siebie powolnym ruchem. - Mówisz? To co w takim razie mam ze sobą zrobić? - spytał, zerkając na nią kątem oka.
- No raczej nie zostawię cię na pastwę losu, pójdziemy do mnie. Nie wyglądasz mi na jakiegoś zboczeńca, a może się mylę? - zachichotała przypominając sobie o nagrodzie dla Laimasa. - No rozchmurz się, a oto nagroda – mrugnęła okiem i cmoknęła go prosto w usta. - W lodówce mam bonus, lody – dodała, podbiegając do szafki, w której zostawiła łyżwy i stanęła w drzwiach, czekając na chłopaka. - Idziesz?
Cały spąsowiał, gdy otrzymał od niej tą jakże dziwną „nagrodę”. Na początku nie wiedział jak ma się teraz zachować, ale gdy tylko dostrzegł, że Neko jest cały czas taka sama, uznał, że też nie będzie się tym przejmował. Nie było to może wcale takie łatwe, ale przecież nie będzie robił problemów. Podążył za dziewczyną i po tym jak również odstawił łyżwy na właściwe miejsce, wyszli razem na zewnątrz. W przeciwieństwie do wcześniej, Laimas był teraz raczej milczący, ponieważ nie wiedział co miałby powiedzieć. Neko z początku nie przeszkadzała cisza ze strony chłopaka, ale potem nieco się zaniepokoiła, że może zrobiła coś nieodpowiedniego.
- Czemu nic nie mówisz? - spytała,pochylając się na przeciwko niego, plącząc za plecami palce u dłoni.
- Aaa... to? Nic takiego, po prostu... - zaczął gadać bez żadnego ładu i składu. - Oh, to tutaj mieszkasz? Jakoś inaczej to sobie wyobrażałem – powiedział, aby zmienić temat.
- Naprawdę, a jak? - spytała z wielkim zaciekawieniem. Zachowywała się jak kot, ale nie oznaczało to że spała w jakichś mrocznych i przerażających norach, no bez przesady. - Śmiało, wchodź – otworzyła drzwi na klatkę bloku i wspięli się na trzecie piętro. Włożyła kluczyk, przekręcając go dwa razy i zaprosiła rudowłosego do środka. Chłopak już na samym progu zdjął buty, gdyż tego wymagało dobre wychowanie, a przynajmniej tak słyszał.
- Jak? Sam nawet nie wiem, ale na pewno jakoś bardziej... mrocznie, a tutaj proszę,zwykle mieszkanie w bloku. Nie powiem, całkiem mnie to zaskoczyło.
- Przecież jestem dziewczyną. Mieszkanie powinno być jasne i przejrzyste. Przecież nie jestem jakimś emo, czy coś – prychnęła rozbawiona pokazując pokój i podeszła do kuchni, która była połączona z pokojem i korytarzykiem. Ściany pomalowane były na jasny róż, a na środku pokoju stał stolik z skórzaną kanapą i fotelem. Drewnianą podłogę zdobił beżowy dywan z czarne szlaczki, a na ścianach wisiały rozmaite obrazki. Na granatowej komodzie stało kilka świeczek z figurkami kotów zaś biało czarna kuchnia wydawała się być bardziej nowoczesna. - Coś do picia? - zaglądnęła do zawartości lodówki, która wyglądała znacznie lepiej niż mogła się tego spodziewać.
- Picia? Ach tak, może być woda – powiedział, czując się trochę niezręcznie. Nieczęsto ktoś zapraszał go do swojego mieszkania, a już w szczególności nie dziewczyny. Uważnie rozejrzał się po pomieszczeniu. Rzeczywiście, nie było tu niczego, co spodziewał się zastać w „typowym” domu takiej osoby. Po prostu było to zwyczajne mieszkanie.
- Proszę bardzo – postawiła na stoliku wodę oraz lody i usiadła po turecku na kanapie. Zabrała się za posiłek ale zamiast patrzyć na włączony telewizor, zerkała kątem oka na Laimasa. - Spokojnie, wydajesz się spięty. Nie zamierzam cię zgwałcić ani posiatkować – rozbawiona włożyła do ust łyżeczkę, aby dokładnie ją oblizać z pysznych i puszystych lodów.
- Nawet jeśli, to i tak byś nie dała rady tego zrobić – powiedział roześmiany, wystawiając jej język. Usiadł obok, ale w bezpiecznej odległości, żeby nie wchodzić tym samym w jej strefę bezpieczeństwa. - Co my właściwie oglądamy? - spytał, spoglądając przy tym na ekran.
- Kabarety? Jak chcesz, to mogę przełączyć – odpowiedziała pytającym spojrzeniem i znów wzięła kolejne łyżeczki lodów do ust. - Czemu nie jesz? Nie chcesz lodowego bonusu za przeżycie jazdy na łyżwach? - zaśmiała się promiennie.
- Nie, nie, w porządku. Lubisz to oglądać? - spytał przenosząc wzrok na miseczkę z lodami. Wziął ją delikatnie do ręki i nabierając odrobinę na łyżeczkę, wsadził ją sobie do ust. - widzisz? Jem, tylko po prostu... nie chciałem wyżerać twojej własności.
- Ej! - klepnęła go w plecy z szerokim uśmiechem. - Jakbym nie chciała żebyś je wyżerał, to bym nawet ich ci nie dawała. Mam ukryty powód, im mniej dla mnie, tym mniej kalorii – zaśmiała się wcinając swoją porcję lodów.
- Wy dziewczyny... ciągle myślicie o kaloriach, zamiast po prostu delektować się jedzeniem – rzucił i się uśmiechnął do Neko.
- Ja nie delektuję się jedzeniem? Ty chyba nie widziałeś mnie z portfelem w cukierni! - z udawanym oburzeniem podniosła swój ton na lekko piskliwy.
- Ok, w tym wypadku postaram ci uwierzyć na słowo – odpowiedział, w międzyczasie zjadając swoją porcję lodów, zerkając od czasu do czasu na telewizor, niewiele jednak rozumiejąc z pokazywanych tam skeczy. - Hej, mogę cię o coś spytać? - powiedział do niej po chwili. - Tylko wiesz, jeżeli się na to zgodzisz, to będziesz musiała udzielić mi odpowiedzi, dobrze? - zaśmiał się, jakby miał mroczny plan w swojej głowie.
- Czekaj, daj mi chwilę na zastanowienie – powiedziała, zastanawiając się nad pytaniem, które mógł jej zadać. - Dobra, zaryzykuję. Obiecuję na kocie uszka, że odpowiem – uśmiechnęła się, odkładając miseczkę z końcówką lodów, wymyślając w tym czasie tysiące pytań. Laimas widział, że dziewczyna denerwuje się trochę tym, o co takiego mógłby ja zapytać. Z tego też powodu nabrał ochoty, aby nieco się z nią podroczyć. Zbliżył się do Neko nieco i pochylił nad jej twarzą.
- Jesteś pewna? Potem nie będzie już odwrotu – wyszeptał z lekkim uśmieszkiem. Dziewczyna lekko odsunęła się do tyłu, aby nabrać dystansu. Przecież nie chciała zrobić się czerwona jak burak.
- Obiecywałam, że odpowiem, to odpowiem – pisnęła, przymykając oczy ze zdenerwowania, na myśl o tej niekomfortowej sytuacji.
- Ach, jeśli tak, to dobrze – powiedział już normalnym tonem. - Pewnie się zastanawiasz, o co może mi chodzić? Więc, to jest tak... moje pytanie brzmi... - mówił, robiąc dosyć długie pauzy, by dłużej utrzymywać dziewczynę w niepewności. - Czy ty... kiedykolwiek... - patrzył jej głęboko w oczy. - Miałaś... kiedyś... - lekko się uśmiechnął. - Czy miałaś kiedyś... - zaczął się powstrzymywać od śmiechu, po tych słowach. - Tego, no... a, tak... - mówił dalej, chcąc wyprowadzić ją nieco z równowagi. - Kota. Czy miałaś kiedyś kota? Skoro sama go przypominasz, to pewnie lubisz koty – powiedział i się zaśmiał, nie mogąc się przed tym powstrzymać.
Neko gwałtownie spadła z kanapy na końcowe słowa chłopaka. Miała wrażenie, jakby rozwalił jej system. Tyle oczekiwania i cierpienia w niepewności, a ten wyskakuje do niej z takim pytaniem. Myślała, że zaraz ducha wyzionie.
- Nie, nie mam kota. Ostatnio mi zwiał – odpowiedziała z drgającą stopą, która wisiała w powietrzu. Laimas roześmiał się jeszcze bardziej, widząc jej reakcję na pytanie. Właściwie, to miał zapytać ją o coś innego, ale uznał, że to nie byłoby zbyt... odpowiednie. Podał jej rękę i gdy ta ja złapała, ostrożnie wciągnął Neko powrotem na kanapę. - Ok,w porządku. Czyli bez kota.. - powiedział sam do siebie, ciągle się uśmiechając.
- Bez kota... - powtórzyła sama do siebie, widząc przed oczami gwiazdki, które goniły czarne koty. - A ty masz jakieś zwierzę? - spytała kręcąc głową, aby wrócić do normy i z powrotem z uśmiechem spojrzała na chłopaka. - tylko bez tego przeciągania! -wytknęła go palcem z lekkim oburzeniem. Sabonis oparł się wygodnie o kanapę i delikatnie oblizał swoje sucha usta, by je jakoś nawilżyć. - Zwierzę? Niestety, żadnego na własność nie posiadam, ale wiesz, ja tam się zajmuję różnymi przybłędami i to mi wystarczy – powiedział. - No chyba, że ty chcesz być moim kotkiem – roześmiał się głośno.
- Z rozkoszą. Właściwie, to nie mam właściciela – powiedziała z dość poważną mina, choć chciała tylko się odegrać na chłopcu za tamtą sytuację.
- Nie martw się, ja będę bronił swojego kotka. Hm... trzeba będzie ci kupić obróżkę – znów się zaśmiał, wlepiając uważnie w nią swój wzrok.
- Spokojnie, nie ucieknę od właściciela – powiedziała zerkając na zegarek. - Muszę się zdrzemnąć. Cały dzień nie spałam – spochmurniała i szeroko ziewnęła, pokazując swoje białe kiełki. Chwyciła koci przykrywszy się, usiadła na kanapie momentalnie zasypiając.
- Jasne, śpij sobie... - powiedział, czując się nieco dziwnie, gdy zostawiła go tutaj „samego”. Nie miał pojęcia, co ze sobą począć, łaził sobie po pokoju w tę i z powrotem. W końcu jednak klapnął sobie na podłodze, opierając się głową o kanapę i wkrótce i jego zmorzył sen.

*****

Neko przebudziła się dość niewyspana. Rozejrzała się po swoim pokoju lekko zdezorientowana, zauważając chłopca. Prychnęła tylko z rozbawieniem i podczołgała się do niego. Spał sobie smacznie, a ona nagle poczuła ochotę podrażnienia się z nim. Jak to miała w zwyczaju z chłopcami, ale nie chciała go urazić, więc jak niby miała to zrobić? Westchnęła z namysłem i wydukała coś nawet zabawnego, przynajmniej dla niej samej. Czemu by nie poudawać dziewczyny z utratą pamięci? To mogło być całkiem... zabawne.
- Miauuu – miauknęła i wtuliła się w Laimasa, obserwując jego powieki, aż uniosą się do góry. Rudowłosy usłyszał przeciągłe miauknięcie, szepcząc coś pod nosem.
- Złaź ze mnie, Luna- mruknął niewyraźnie, jednak wielkie było jego zaskoczenie, gdy po tym jak uchylił powieki, jego oczom ukazała się postać nie kota, a fioletotowłosej dziewczyny. Skoczył na równe nogi jak oparzony, strącając przy tym lekko Neko, która się do niego przytulała. - Przepraszam, przepraszam – powiedział zupełnie zdziwiony takim rozwojem sytuacji, myśląc, że jedną nogą był w jakiejś dziwnej fantasmagorii. Dziewczyna zachichotała i znów wydała z siebie koci dźwięk, wystawiając łapkę.
- Jestem głodna, nya – mrugnęła oczkiem i ziewnęła ze słodką,wyuczoną do perfekcji minką. Uwielbiała takie zabawy, a zwłaszcza, kiedy druga osoba należała do tych bardziej nieśmiałych. - Ciemy pancio się odsunął? Laimas-sama nie chce swojego kotka? - z psimi oczkami wywołała u siebie szklanki. Wyglądało to tak, jakby zaraz miała się rozpłakać. Sabonis przetarł oczy, aby upewnić się, czy aby tylko to wszystko mu się jedynie nie wydaje, ale nie, wszystko działo się naprawdę.
- Nie, nie płacz... ja cię cię chcę... eee... to znaczy... - paplał bez sensu, nie mając pojęcia, co zrobić w takiej sytuacji. - łaaa, co robić, co robić?! Błagam, niech mi ktoś pomoże! - gadał sam do siebie spanikowany w myślach.
- Laimasss-kun...- powiedziała niewinnie z nadal niewinnym spojrzeniem i chwyciła go za nogawkę spodni, lekko ją ciągnąc. - Jestem głodna – dodała, jakby zaraz miała się rozpłakać i usiadła na kolanach, śmiejąc się w duchu z jego zachowania. - Laimasss. - przeciągnęła oczekująco. - Twój kiotek chce mleczka.
Chłopak rozglądnął się po pomieszczeniu, zastanawiając się, czy ktoś go czasem nie wkręca?
- Eee, tak, mleko... zaraz... - powiedział i lekko ruszył się w stronę kuchni, ale z „kotem” uwieszonym do nogawki spodni było to raczej trudne. W dodatku było mu głupio grzebać w czyichś rzeczach, ale w końcu to jej dom i to ona chciała mleka, więc można uznać, że miał usprawiedliwienie. Neko puściła rudowłosego, by po chwili uczepić się tylnej części jego bluzy. Z zadowolonym pomrukiem kroczyła za nim, zapamiętując jego zapach.
- Nya, ładnie pachniesz- zamiauczała z szerokim uśmiechem i oplotła jego szyję. - Gdzie to mlecko?
- Ła-ładnie?- powtórzył nieco drżącym już ze zdenerwowania głosem. Wyciągnął mleko z lodówki i wlał je do szklanki, podając je dziewczynie. - Wiesz, to pewnie dlatego, że często się myję... - rzucił nagle. - Serio? Laimas, serio?! Nie, po prostu nie wierzę,że właśnie powiedziałem coś taj głupiego – pomyślał i palnął się ręką w czoło z cichym westchnięciem. - Co jeszcze/-powiedział do siebie w myślach. Neko zachichotała promiennie i wzięła łyczek białej cieczy. Oblizała wilgotne wargi i spojrzała ja chłopak uderzył się w czoło.
- Nya, to widać – dodała siadając na ziemi. - Laimas-sama... - przedłużyła ostatnią samogłoskę, robiąc znów ta słodką minkę. Odłożyła szklankę i zlustrowała uważnie chłopca.- Pobaw się ze mną.
Rudowłosy chrząknął i niepewnie na nią spojrzał.
- Pobaw... co masz przez to na myśli? - spytał. No cóż, różne rzeczy mogły mu przyjść do głowy w takim monecie, prawda? I tak też było. Niedobrze, z nim nie jest chyba najlepiej. Westchnął i rzucił: - Dobrze, tylko... jak? - po tych słowach rozejrzał się w poszukiwaniu czegoś czym... koty się zazwyczaj bawią. Dziewczyna kiwała się na boki. Była podekscytowana, bo nie zawsze mogła pobawić się z kimś u siebie w domu. Z szerokim uśmiechem zerwała się na równe nogi i naskoczyła na Laimasa. Gwałtownie runęli na ziemie, a rozbawiona Neko, leżąca na przyjacielu, zaczęła machać nogami.
- W cio się pobawimy? - spytała z rumieńcami na twarzy z zadowolenia, przestając udawać, pozwalając sobie na kocią swobodę.
- W... w co pytasz... - powiedział, czując przy tym, że robi się lekko czerwony. - A masz może jakieś swoje zabawki? - zapytał zażenowany tym wszystkim. Jak to w ogóle brzmiało? Nawet nie tyle... cała ta sytuacja wyglądała wręcz komicznie. Fioletowowłosa nadal leżąc na chłopcu zaczęła spoglądać na niego pytająco. Czyżby nigdy nie miał kota, a może nigdy się z nimi nie bawił?
- Przecież wszystko jest zabawką! - jej oczy niebezpiecznie zaiskrzyły, jakby zobaczyła przed sobą interesującą zdobycz do złapania. - Nawet ty – dodała z szatańskim uśmieszkiem i zgrabnym ruchem przeturlała go na drugi koniec pokoju. Usiadła na nim i donośnie zamiauczała. - Miauuu, tow co się pobawimy? Nya?
- Ależ oczywiście, wszystko jest zabawką. Dlatego też dobrze jest bawić się niewinnym i niczego nie spodziewającym się chłopakiem – powiedział i westchnął. - W co? Hm... - rzucił z zastanowieniem. - Co powiesz na... - uśmiechnął się nieznacznie. - Ganianego? Ty będziesz uciekać, a ja będę musiał cię złapać. Tylko, że... po całym mieście, anie tyko w pokoju. Jeśli wygrasz, to dostaniesz nagrodę. Jeżeli jednak będzie na odwrót, to będę mógł wymierzyć ci karę. I to samo ze mną, Zgoda?
- Zgoda ! - potaknęła rozradowana. Cała gra jednak nie trwała długo, bowiem chłopak miał niesłychane problemy z odnalezieniem kociej dziewczyny. Kilka razy był bardzo blisko uchwycenia jej, ale udawało jej się gdzieś schować, a mianowicie na drzewie. W końcu znudzona, zapominając o zasadach gdy, złapała Laimasa, który ewidentnie wygrał całą zabawę.
- Hmmm... Kara, kara, twoja kara... - zastanawiał się na głos, idąc powoli z Neko po chodniku. - Aż tak bardzo ci się śpieszy, żeby ją wykonać? - spytał, nie mogąc jeszcze wymyślić niczego interesującego, odpowiedniego. Właściwie, to cały czas myślał, że to i tak on przegra. No i tak pewnie by było, gdyby dziewczyna się nie ujawniła. - Poczekasz jeszcze trochę, czy...?
- Poczekam, nya – zamiauczała i z szerokim uśmiechem znów uwiesiła się na duchu. - Ale nie ręczę za moje zachowanie z powodu nudów. Wieczorami i porankami jestem bardziej... - przerwała, chichocząc i polizała Laimasa po policzku. - Kiotem – dodała na widok jego miny, przyciskając go jeszcze bliżej, aby czuł każdy skrawek jej ciała skrywanego pod bluzą.
- Emmm...Neko, mogłabyś się tak mocno do mnie nie przytulać?- spytał cicho, a jego twarz w jednej chwili przybrała kolor dojrzałego buraka. W tym momencie dane mu było dokładnie poczuć przednią część jej ciała, jeśli wiecie, co mam na myśli.
- Ije, zdecydowanie nie. Ja bardzo lubię się przytulać – odpowiedziała z szerokim uśmiechem. - Przecież każdy kotek potrzebuje trochę czułości, ne? - spytała, zauważając jego czerwoną twarz. Zachichotała tylko z myślą, że to raczej on dostanie karę niż ona. - A ty nie lubisz się przytulać? - ze słodką miną, wymusiła szklanki w oczach.
- To nie tak, że nie lubię... - wydukał cicho. - Emm... chodźmy na spacer, dobrze? - zapytał szybko, mając nadzieję, że pozwoli mu to na wyrwanie się z uścisków dziewczyny. Nie chciał sprawiać jej przykrości, ale dla niego nie była to specjalnie komfortowa sytuacja.
- Dobrze – potaknęła z uśmiechem, idąc z nim przez pewien czas w ciszy. W tym czasie podziwiała krajobraz i uroki miasta, ale w końcu i to znudziło się Neko. - Laimas? Etto... no... lubisz mnie? - spytała, zerkając kątem oka na chłopaka. Chciała wiedzieć, na co mogła sobie pozwolić, bo jak było widać, nie przepadał za przytulaniem jej.
- Oczywiście, że cię lubię. Inaczej już pewnie dawno uciekłbym gdzie pieprz rośnie – odpowiedział roześmiany Sabosin. - Mogę wiedzieć czemu o to pytasz? - spojrzał na nią, szybko odwracając wzrok, wbijając go gdzieś w horyzont, bo patrzenie na nią jakoś dziwnie go peszyło. Fioletowowłosa zrobiła kilka dłuższych kroków, stając na palcach i okręciła się na pięcie by iść tyłem przed chłopcem.
- Możesz – potaknęła z delikatnym, a za razem tajemniczym uśmiechem. - Bo ty o nic mnie nie pytasz, no i... - przerwała, poszukując wzroku Laimasa i gwałtownie się zatrzymała, spoglądając na niego z dołu. - No i... - nie dokończyła ruszając przodem, nucąc pod nosem piosenkę. Laimas tylko westchnął i dogonił Neko, chcąc zaspokoić swoją ciekawość.
- No i...? Co jeszcze chciałaś powiedzieć? Nie pytam o nic, bo... - powiedział, sam nawet nie wiedząc jak to dokończyć.
- Pstro – zachichotała, znów się zatrzymując. - Bo co? Też pstro? - zażartowała sobie i pochyliła się nad chłopcem. - Nie do kończę, bo znów zrobisz się czerwony – mrugnęła okiem zaś chłopak chrząknął odruchowo, chcąc co wydukać.
- Wcale nie zrobiłem się czerwony. Po prostu mogło ci się tak wydawać, przez to światło – powiedział cicho. - Śmiało,dokończ, wtedy ja tez to zrobię – dodał, spoglądając na nią. - Kurde, czym ja się tak przejmuję? Nawet jeśli sobie to powtarzam, to nic nie zmienia... - myślał nerwowo.
- Mało zachęcające, a zwłaszcza po ostatnim „masz kota”? Prawie zeszłam na zawał. Jeśli myślę o tym, o czym myślę, to moje dokończenie jest bardziej... niż twoje – momentalnie się zacięła, a malinowe rumieńce uparcie wyłoniły się na jej policzkach.
- Idziemy w takim razie coś zjeść? - spytał wymijająco i złapał ja za rękę, ciągnąć przed siebie.
- Etto,ale ja znowu zapomniałam portfela. Może pójdziemy do mnie do domu? Mam tam homara...
- A tak, jasne... - powiedział, a po chwili zapaliła mu się czerwona lampka w głowie. - Czekaj, kto normalny trzyma w domu homara? - zapytał nieco zaskoczony, gdy sobie to uświadomił.
- Ale nie żywego – weszła do bloku, otwierając mu drzwi do mieszkania. - Jesteś zabawny, dlatego cię lubię, nya – miauknęła z rumieńcami na samą myśl o wyśmienitym homarze, którego niedawno przygotował jej mistrz kuchni. - mam nadzieję, że ci posmakuje. Chyba, że nie lubisz homarów. No bo wiesz... ja tam lubię i to bardzo. Wiele rzeczy lubię... etto.. gomene. Znów się rozgadałam – palnęła się w czoło.
- Dzięki, chyba. W każdym razie ja też cię lubię – powiedział z uśmiechem, wchodząc do środka. - Spokojnie, nie musisz przepraszać. Mnie to nie przeszkadza. Właściwie, to nawet lepiej niż gdybyś tylko szła i nic nie mówiła, a homar... nie mam pojęcia czy mi posmakuje, nigdy nie jadłem, ale dobrze będzie spróbować, prawda?
Nagle na twarzy dziewczyny zagościł niespotykanie szeroki uśmiech. Czuła się niczym podekscytowany kot, który dostał ukochaną zabawkę.
- A co z karą? - spytała zerkając kątem oka na siedzącego Laimasa. Nałożyła na talerze posiłek i podeszła do niego, potykając się o skrawek dywanu. Na szczęście zdążyła złapać równowagę i wszystko bezpiecznie wylądowało na stoliku. - Smacznego – powiedziała i z oczekiwaniem zerkała na chłopca.
- Nawzajem – odpowiedział, cicho się śmiejąc i zaraz po tym skosztował dania. Pierwszy raz jadł coś takiego, ale musiał przyznać, że mu smakowało. - Pyszne – powiedział i się do niej uśmiechnął.
- Serio? Nie kłamiesz? - spytała, przybliżając się do Laimasa na niebezpieczną odległość. - Bardzo się cieszę, trochę pomagałam kucharzowi w przyrządzeniu go – z wypiekami na twarzy spoglądała na chłopca i z każdym słowem zbliżała swoją twarz jeszcze bliżej jego, aż w końcu zamilkła i wróciła do spożywania posiłku. - Znów za dużo gadam – zaśmiała się głupkowato i podrapała się po głowie. - Laimas-sama... c-c-czy m-mogę cię o coś s-spytać? - z niewiadomych przyczyn jej głos zaczął drżeć, a wymowa jakiegokolwiek słowa sprawiała jej trudność.
- Po co miałbym kłamać... nie miałbym z tego żadnych korzyści, bo gdyby było ohydne, to musiałbym to zjeść i jeszcze udawać, że mi smakuje – zaśmiał się, dziwiąc jej nagłą zmianą zachowania. - Jasne pytaj o co chcesz – powiedział, mając co do tego jakieś dziwne obawy.
- Etto... nie wiem jak zacząć, no bo... jeszcze nigdy nie... pytała... - z coraz większym zakłopotaniem wbiła swój wzrok w kanapę i zaczęła bawić się dłońmi, które spoczywały na jej udach. Zaciągnęła po kolana swoja ukochaną bluzę i z iskierkami w oczach spojrzała na Laimasa. - Masz... - już chciała z pewną siebie miną zadać pytanie, kiedy to znów się speszyła na jego widok i schowała wzrok pod fioletowymi kosmykami włosów. - Idiotka, teraz to musi sobie myśleć – pomyślała, karcąc się w myślach. Rudowłosy oparł ręce na stole, a następnie podparł nimi swoją brodę. Uważnie przyglądał się dziewczynie, która najwyraźniej miała problem z zadaniem tego pytania. Zaśmiał się w myślach, że teraz to ona była zakłopotana.
- No wiesz, nie musisz się wstydzić. Pytaj, obiecuję, że cię nie wyśmieję – powiedział, przenosząc wzrok na ścianę.
- Tu nie chodzi o wyśmianie, bo i tak często to robią inni na mój widok. O to się nie martwię, ale... - zerknęła na niego z dołu z niewinną miną szczeniaczka. - Wo-wolałabym... - nagle oparła się o stolik i podciągnęła się do chłopca z zamglonymi oczami, jakby na moment gdzieś uleciała myślami. - C-czy... - wybełkotała cicho i spokojnie, zbliżając twarz do jego. Powoli zaczynała czuć jego oddech na swoich rozgrzanych policzkach, a mimo to zbliżała się coraz bliżej i bliżej. - Lubisz mnie? - dodała i nagle ich usta spotkały się nawzajem.
- Co takiego? Ja, ja... nic nie mogłem z tym zrobić, gdy wargi dziewczyny zbliżyły się do moich – pomyślał. Zwyczajnie zdębiał, po chwili cały się rumieniąc. Lubił ją, ale tego się nie spodziewał. Zupełnie nie wiedział jak ma się zachować, bo może to tylko jakiś impuls z jej strony? A jeśli nie? Milion myśli przechodziło mu przez głowę, więc przymknął powieki, by móc się chociaż trochę uspokoić.
- Gomene, nie powinnam – wybełkotała, siadając na swoje miejsce i z powrotem wbiła swój wzrok w ziemię. - Zrozumiem... głupi kot – palnęła się w głowę i czmychnęła za siedzenie. Chwiejnym krokiem ruszył za nią i siadając obok, lekko złapał ją za rękę.
- To nie tak... to znaczy... lubię cię, ale... to dlatego, że... ja jeszcze nigdy... - wybełkotał, dalej cały w rumieńcach. Czuł jak jego twarz wręcz płonie, a każda część ciała dziwnie drży. W dodatku wyglądał jak dziecko, zachowywał się jak dziecko, po prostu był dzieckiem. Nie wiedział nawet co takiego ona w nim dostrzegła, że postanowiła go pocałować. Przełknął ślinę i podniósł swój wzrok niepewnie na jej twarz, w oczekiwaniu na jej reakcję. No cóż, najwyżej go wyśmieje.
Neko wytrzeszczyła oczy z zaskoczenia na słowa Sabonisa, a na jej twarzy za widniał szeroki uśmiech. Nie wiedziała czemu tak bardzo uradowała się na jego odpowiedź.
- Laimas-sama – krzyknęła z dziecięcą radością i rzuciła się na chłopca, wtulając w jego tors. - Cieszę się. Ja też cię lubię, bardzo lubię – powtórzyła z wypiekami na twarzy, zauważając jego czerwone rumieńce. Roześmiała się tylko głośniej i poczochrała jego włosy. - Nya!
- Ha, jak szybko zmieniają się twoje reakcje, zupełnie za tobą nie nadążam – zaśmiał się. Siedział z nią tak przez chwilę w ciszy, delikatnie głaszcząc ją po jej długich włosach. - Wiesz, muszę cię o coś zapytać, ale tym razem nie o kota!
Z cichym pomrukiem zerknęła za chłopaka, który wyraźnie śmiał się z jej gwałtownych zmian w zachowaniu.
- Nie tylko ty – prychnęła z rozbawieniem, słysząc jego kolejne słowa. - A o co?- spytała z lekko przekrzywioną głową z ciekawości. Laimas chrząknął i powoli otworzył usta, jednak wydostało się z nich tyko ciche westchnienie. Dopiero po chwili zaczął mówić.
- Bo wiesz... ja, jakby to... no tak. Zwyczajnie nie należę do... najwyższych osób. Czy tobie to może... w jakiś sposób nie przeszkadza? - po tym pytaniu znów cały poczerwieniał, ale przynajmniej miał to w końcu za sobą. Neko spojrzała na niego pytająco i przyłożyła dłoń do jego czoła, z wyraźnym rozbawieniem.
- Masz gorączkę – prychnęła z łagodnym uśmiechem. - Mi nie przeszkadza. Nie zwracam uwagi na błahostki. Prędzej ja powinnam cię zapytać, czemu jeszcze nie uciekłeś na mój widok.
- Czemu niby miałbym uciekać? - zaśmiał się. - Zresztą wcale nie mam gorączki, coś ci się ubzdurało – rzucił i potargał jej grzywkę. - Wiesz, teraz będziemy już nierozłączni, prawda? Pan i jego kot – powiedział i znów się roześmiał. - Żartuję tylko – dodał po chwili.
- Pan i jego kot? - powtórzyła pytanie lekko zdziwiona i poprawiła swoją grzywkę. - Mam... swojego pana? - z nadal zamyśloną miną usiadła na chłopcu i podrapała się po policzku. - Jesteś czerwony! - roześmiała się głośno na widok jego miny. - Jeszcze widzę niektóre rzeczy - prychnęła z rozbawieniem. - Nierozłączni... ale ja chcę być twoim kotem.
- Jeśli chcesz to inna sprawa. Emm... mogę wiedzieć, dlaczego na mnie siedzisz? -spytał trochę speszony. - Jestem czerwony, bo ten... masz tak gorąco w mieszkaniu – dodał po chwili, szukając jakiegoś usprawiedliwienia.
- Wolałeś jak leżałem? - zachichotała rozbawiona i wstała z Laimasa.
- A jak myślisz?
Neko poszła do kuchni, wyciągając z lodówki sok. Nalała sobie odrobinę i wypiła do dna.
- Chcesz? Ochłodzisz się nieco – zamiauczała, pokazując mu karton soku.
- Jasne – powiedział i szybko podniósł się z podłogi. - Mam nadzieję, że znowu nie wstąpisz w ten „koci tryb” - zaśmiał się,zerkając na jej rozweseloną minkę.
- Sama nie wiem. Nie bawiłam się dzisiaj wystarczająco długo – wzruszyła ramionami i podała mu szklankę soku. - A co? Boisz się swojego kota? Nya? - machnęła łapką w specyficzny sposób dla kotów.
- A kto by się nie bał? W końcu tylko ty miewasz takie dziwne pomysły – przejął grzecznie od niej podaną mu szklankę z napojem, upijając przy tym łyk soku i poklepał ją delikatnie po głowie. - Dobry kotek – dodał, a dziewczyna nadęła swoje policzki z charakterystycznym oburzeniem i skrzyżowała ręce. Odwróciła się do niego plecami, stojąc tak w zupełnej ciszy. Laimas odstawił szklankę na stół i zbliżył się do dziewczyny z uśmiechem.
- Oj, no nie obrażaj się, nie ma o co – powiedział, jednak to nic nie podziałało, dlatego też podszedł jeszcze bliżej, złapał ją w pasie i stojąc na palcach, wyszeptał jej do ucha: - Przepraszam – zaraz po tym lekko dmuchnął jej w kark. Dziewczyna najeżyła się gwałtownie, czując jego oddech na swoim uchu i karku. Spanikowana pisnęła, nie mogąc uciec przez objęcie rudowłosego.
- Jja się nie obrażam – zaprzeczyła, nadal z naburmuszoną miną. - Tylko... - przerwała z niebezpiecznym błyskiem w oczach i wtuliła głowę chłopaka w swoje krągłości. - Chciałam się pobawić – dodała rozbawiona.
- N-Neko – wydukał cicho. Mimo że niedawno udało mu się nieco ochłonąć, teraz znów jego twarz zaczynała robić się gorąca. - Nie wiem jaki rodzaj zabawy ty preferujesz, ale...- wyszeptał zawstydzony.
- Jaki? - spytała lekko chichocząc i wskoczyła na kanapę w siadzie tureckim. - To zależy od osoby, z którą się bawię – dodała z niewinnym i milutkim uśmieszkiem. Robiła z siebie słodką i grzeczną dziewczynkę, choć miała istne szatańskie myśli. - Ale co? Nie będziesz chciał się ze mną bawić kaczuszkami w wannie? - spytała rozbawiona.
- Kaczuszkami? - powtórzył. - Czekaj... gdzie? Cy ty powiedziałaś... w wannie? - dodał zaskoczony, ale zaraz po tym znowu się zawstydził. - Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, ale żeby to zrobić, to ten... trzeba by wpierw... - rzucił, wbijając swój wzrok w podłogę.
- Wpierw co?-pochyliła się odszukując jego wzroku. - No powiedz mi, bo nie za dobrze cię rozumiem. Często kąpałam się z dziećmi. To coś złego? Przecież jestem twoim kotkiem, ne? - chłopak znów chrząknął setny raz w tym dniu.
- Wiesz, jeśli ci tak bardzo na tym zależy.. - rzucił cicho. - To, że jesteś kotkiem w sumie nie ma za bardzo znaczenia... no poza faktem, że koty nie przepadają za kąpielą. W każdym razie... masz może strój kąpielowy? - spytał z nadzieją.
- A po co strój kąpielowy, skoro na golasa jest wygodniej? - zachichotała, zakrywając usta dłonią i pobiegła do swojego pokoju, przebierając się w koszulę. Wróciła z powrotem z dość sporą bluzką dla chłopaka, kiedy to potknęła się i upadła na ziemię. - Gomene, jestem strasznie niezdarna, nya – miauknęła, wstając na czworaka. - Jeśli chcesz, t możesz ubrać to – wskazała na koszulę, mając na sobie podobną.
- Ekhem... tak, już to zakładam... - szybko wziął od dziewczyny bluzkę i się odwrócił. - Emm... to ja pójdę z tym do łazienki – bąknął cicho. - Tylko ten...pokaż mi gdzie ona jest,dobrze? - rzucił zakłopotany całą tą dziwną sytuację. Neko znów zachichotała i klepnęła go w plecy.
- Żartowałam. Nie musisz się ze mną kąpać, ale jestem zaskoczona, że się zgodziłeś – padła na ziemię z rozbawienia.
- No wiesz... bardzo śmieszne – rzucił lekko speszony. - Właśnie, masz jeszcze karę do wykonania. Myślę, że to najlepszy moment na to – zaśmiał się. - Hmm... wiem! Musisz ugryźć mnie w szyję.
- Ugryść w s-szyję? Jak wampir? - speszona spojrzała na chłopaka i przez chwilę zastanawiała się nad swoją karą. - N-no nieech ci b-będzie – wydukała i pochyliła się nad Laimasem,zerkając z bliska na jego szyję. Dmuchnęła na nią ciepłym powietrzem, a potem lekko oblizując, dziabnęła go w nią. Naturalnie delikatnie, żeby jeszcze czasem nic mu nie zrobić.
- Myślę, że to wystarczy - zaśmiał się cicho i lekko przejechał dłonią po miejscu, w którym zostawiła ledwo widoczny ślad. - To ja tu poczekam, a ty możesz iść się kąpać – powiedział siadając na kanapę.
- Um – potaknęła z uśmiechem i tanecznym krokiem zniknęła za drzwiami łazienki.

*****

- Rany, jaka z niej była kocica – stwierdził Aleks, kiedy staruszka zakończyła bardzo długą historię.
- A i owszem. Zachowywała się niewinnie, jakby była słodką blondynką, ale w rzeczywistości potrafiła doskonale wykorzystać swoją pozycję - odpowiedziała kobieta z widocznym rozbawieniem na twarzy.
- Co się stało potem? Czy byli razem?
- Niestety nie. Tydzień później Laimas zginął, ratując ją przed Stowarzyszeniem Błękitnych Rycerzy. Chłopak bardzo ją... lubił. Ona zresztą także i mocno się tym przejęła, nawet jeśli tego nie pokazywała po sobie.
- Nie chciała niepokoić innych.
- Dokładnie. Chciała nadal pomagać innym...

5 komentarzy:

  1. Jak mogłaś ukatrupić Laimasa?! Jak tak można się pytam?! A byli taką ładną parną, nooo!
    Fajnie, że wstawiłaś coś dłuższego, przyjemnie się czytało. A Laimas był słodki.... czemu go zabiłaś?! Wiem, wiem, ale nie dam Ci spokoju, gdyż bardzo go polubiłam... zła kobieta... bardzo zła... zabijać takie fajne postacie...

    Leavy

    OdpowiedzUsuń
  2. Co? Mój Laimas nie żyje? Nieee.... :(
    A tak na serio... To i tak przeczytałam całość, mimo, że już znam tą historie. Czekam na dalsze rozdziały ;)

    Shidou :P

    OdpowiedzUsuń
  3. zabiłam go, bo Shidou nie chce się pisać części drugiej z nim XD
    Ale jak jej się zachce, to poprawię ten rozdział i będzie żył dalej XD
    Wiem, wiem, Laimas jest kofany XD

    OdpowiedzUsuń
  4. "Musisz wsadzić palce w kręgle."

    Rozbawiło mnie to :D. Stworzyłaś nową technikę :D.
    Zbijanie kul kręglami :D. Nawet by pasowało do Neko ^^.

    Koty nie mają panów, tylko służących, których wynagradzają za dobrą służbę. Biedy Laimas...był, póki nie zginął.

    Laimas do bólu przypomina Otaniego. I nie mówię tu tylko o wyglądzie.
    Ogólnie, czytając tę część momentami czułam się, jak przy oglądaniu tego anime ^^.

    No i ja bym go nie wskrzeszała. Pewnie i tak z czasem zaczęłabym oczekiwać, że zginie. W końcu to nie opowieść o budowaniu domu, płodzeniu syna i sadzaniu drzewa. Jego śmierć tak jakby pogłębia osobowość Neko i końcówka ładnie to uwypukla.

    Nie oznacza to jednak, że nie chcę z nim kolejnej części ;P.
    Jesteśmy we wspomnieniach, więc to nie problem.
    Pisarz wręcz powinien się zapytać, jak doszło do tego, że musiał ją bronić przed Błękitnymi.

    A więc... czekam na ciąg dalszy ;).
    Buziaki ;*

    OdpowiedzUsuń
  5. Hahaha XD
    o japierdziele XD tak to jest, kiedy się szybko pisze i dodaje rozdział, nie sprawdzając go XD
    już to poprawiłam, hahahaha XD
    Nie no ja sama się roześmiałam, jej! Neko stworzyła nową grę XD
    Hm... to była raczej jedno rozdziałowa postać, ale pewnie trzeba będzie dodać kiedyś taki rozdział ^^
    Jak się rozkręci akcja z jej łapaniem, to prawdopodobnie dodam XD

    OdpowiedzUsuń