Na czas nieokreślony wstrzymuję pisanie na tym blogu, ponieważ muszę dokończyć inny blog. wtedy wrócę.

piątek, 5 października 2012

Neko zwana Neko

- Ciężko stwierdzić, kiedy dziewczyna Neko zaintrygowała innych w mieście Subina. Wiadomo tylko, że mieszkała tam od urodzenia i unikała niektórych ludzi. Nie chodziła również do szkoły, gdyż tamtejsze dzieci wytykały ją palcem przez jej wygląd, a także zachowanie. Wiele słyszałam, że miała blizny na twarzy, włosy w kolorze tęczy, a nawet, że chodziła z przyczepionymi skrzydłami do pleców. Ciężko mi potwierdzić jakąkolwiek plotkę na jej temat, bo dziewczyna była doprawdy dość... nieobliczalną osóbką. Możliwe, że wpadała na bardzo głupkowate pomysły, ale z całą pewnością nie wyglądała zanadto inaczej.
- Jak to? Czytałem, że imię nadano jej przez niezwykłe uzależnienie dziewczyny do kocich zachowań i wyglądu.
- Faktycznie, to prawda. Była bardzo wesołą dziewczyną, patrzącą na świat przez różowe okulary, ale czy to powód, by patrzyć na nią z zgorszoną miną?
- Ależ skąd.
- W tamtym czasie uważano ją za odmieńca. Zwyczajnie nie pasowała do tamtych czasów, zdecydowanie...

* * * * *

   Odziane drzewa w soczyste liście kusiły pszczoły do swoich kolorowych kwiatów, aby je zapyliły i dały początek nowemu życiu. Zielona trawa kołysała się z rytmem delikatnego, ciepłego powietrza, udając spokojne fale na morzu, a promienie słońca niszczyły każdy cień, który usiłował skryć się w nieosiągalnych zakątkach miasta. Ulice przepełnione były mieszkańcami, którzy śpieszno zmierzali do pracy lub na spotkanie z przyjaciółmi. Uczniowie właśnie znikali w szkolnych murach chcąc przygotować się do dorosłego życia, a z piekarni dało się wyczuć koszący zapach świeżego pieczywa. Cały krajobraz wyłaniał z siebie wszystko, co piękne i przyjazne istocie żywej, ale były to tylko pozory. Fikcja, która miała na celu ukryć mroczną stronę Subiny. To właśnie na jej ulicach ostatnimi czasy stowarzyszenie Błękitnych Rycerzy walczyło z mafią Czarnych Smoków, która bez żadnych skrupułów napadała na firmy i „pożyczała” interesujące przedmioty.
- Łapcie go! Nie może nam uciec! - po zatłoczonym chodniku jechał w pośpiechu na deskorolce młodzieniec, który trzymał pod pachą zwinięty przedmiot. Od razu było widać, że należał do tej trudnej młodzieży, ale w rzeczywistości był on jednym z Czarnych Smoków.
   Spod jego czarnej czapki wystawały kosmyki białych włosów, które mogły chłopakowi przeszkadzać w jeździe. Ubrany był w szarą skejtową bluzę z nadrukowaną emotikoną i w krótkie granatowe spodenki. Jego srebrne oczy skupione były na drodze, którą miał za zadanie pokonać, aby zgubić natrętnych członków Błękitnych Rycerzy.
- Co tak wolno? - spytał roześmiany znikając za ślepym zaułkiem.
- Gdzie on jest?! Zgubiliśmy go?! Szybko! Przeczesać teren!
   W tym czasie na gałęzi jednej z lip drzemała sobie smacznie dziewczyna o włosach w koloru różowej gumy do żucia. Z rumieńcami na twarzy i uchylonymi ustami, mruczała coś niezrozumiałego pod nosem. Nawet podczas snu, uśmiech nie schodził z jej bladej twarzyczki.
   Jedna z jej nóg zwisała ku dołowi zwracając uwagę przechodniów, którzy tylko mijali ją z oburzoną miną na widok jej wyglądu. Stopy Neko okrywały puszyste, kremowe kapcie w kształcie kocich twarzyczek z ciemnymi okularami na noskach. Całą resztę ciała zakrywała długa bluza tego samego koloru, co obuwie, z czerwoną wstążeczką i dzwoneczkiem na delikatnym dekolcie. Na lewej ręce zawieszone miała mnóstwo kolorowych bransoletek, a niektóre z nich wyglądały naprawdę dziwacznie. Na prawym uchu nosiła dzwonek, który jako jedyny nie zgubił się z jej ukochanej kolekcji kolczyków. Szyję dziewczyny zdobiła obroża z przywieszką i niewielkim dzwoneczkiem, którymi uwielbiały bawić się koty.
- Mamusiu, zobacz na tą dziwną panią.
- Ciszej, zostaw ją w spokoju – kobieta z zakupami w rękach popchnęła swoją pociechę do przodu, by ta z kolei nie zwracała więcej uwagi na śpiącą Neko.
- Ale ona jest śmieszna – młoda osóbka z szerokim uśmiechem zerkała na tajemniczą postać przypominającą kota, dopóki nie zniknęła z jej oczu. Właśnie takie reakcje budziła w innych Neko. Dla dzieci i osób pragnących oryginalności, była niesamowitą i interesującą osobą, którą pragnęły naśladować. Była dla nich wzorem, czego nie popierali ich rodzice i pozostali mieszkańcy, którzy nie byli temu obojętni. Nikt nie wiedział, czy dziewczyna miała dom, rodziców, czy pieniądze na utrzymanie. Wszyscy byli pewni jednego, że nie należała do ich społeczeństwa. Uważali ją za odludka, odmieńca, którego nie chcieli przyjąć w swoje szeregi, a sam fakt, że przebywała w tym mieście świadczyło tylko o ich litości.
- Nyaaa, ile ja tu spałam? - leniwe miauknięcie wydobyło się z ust Neko, która niczym kot rozciągała swoje ospałe ciało. Okręciła się na gałęzi i spuściła nogi w dół, aby nimi trochę pomachać. Oparła się rękoma do tyłu i przyglądnęła otoczeniu przed jej nietypowymi oczami. To właśnie one były najbardziej zaskakującą rzeczą w wyglądzie tej osóbki. Jedno było niebieskie, zaś drugie pistacjowe.
- Zobaczcie! To Neko-chan – grupka małych dzieci zatrzymała się przy drzewie na widok dziewczyny i z szerokimi uśmiechami przywitali miło ulubienicę. - Witaj Neko.
- Dzieńdoberek! - odpowiedziała machając do nich ręką na powitanie. - Dokąd idziecie? - spojrzała na nich z zaciekawieniem. Poza jej interesującym wyglądem, miała również w zwyczaju robić niesłychaną mimikę twarzy. Najczęściej ludzie widywali u niej beztroski uśmiech, pytające spojrzenie i błysk w oku spowodowany kocią ciekawością.
- Na lody! Chcesz z nami?
- A mogę? - uśmiechnęła się zmrużając oczy i bez dalszej zwłoki zeskoczyła z drzewa na cztery łapy. Otrzepała zgrabnie dłonie z drobinek ziemi i ruszyła z dziećmi do obiecanej lodziarni. Uwielbiała towarzystwo tych małych istotek, które tak kochały jej dziecinność i spostrzeganie innej rzeczywistości. Może dlatego, że same marzyły o lataniu, spotkaniu wróżki, czy też o zostaniu najlepszym średniowiecznym rycerzem.
- Jakiego smaku chcesz lody?
- Ile kulek?
- Chcesz z polewą, czy z posypką? - dzieci wypytywały młodą dziewczynę, która z nerwowym uśmieszkiem pomachała przed ich głowami, aby zamknąć im słodkie buźki.
- Wystarczy jedna kulka śmietanowych – roześmiana spojrzała na sprzedawce, który zmierzył ją groźnie i z szerokim uśmiechem spytał dzieci, co by chciały. Nie zareagowała na to zachowanie, ponieważ była do niego przyzwyczajona, zwyczajnie udała, że nic się nie wydarzyło i z wdzięcznym miauknięciem przyjęła od młodzieniaszków poczęstunek.
- Musimy już wracać do domu – dzieci smutnawo spojrzały z dołu na wysoką dziewczynę, która spoglądała na nich pytająco. Zastanawiała się, co miała przez to rozumieć. Czemu jej to mówią, co jest ukryte pod tymi słowami.
- Nic nie szkodzi. Opowiem wam śmieszną historyjkę następnym razem – powiedziała i pomachała im na pożegnanie. Mrugnęła do nich okiem i polizała loda, patrząc na grupkę dzieci, dopóki nie zniknęli zza rogiem budynku. - Dostałam loda, pysznego loda, tralala, szalala – z radosnymi podskokami szła po gwarnym chodniku, na którym inni przechodni robili jej miejsce. Okręciła się jedną ręką na znaku informacyjnym i spostrzegła głodne gołębie. Podeszła do nich po cichutku, zgniotła rożek od loda i rozsypała drobinki na chodniku. Spoglądała przez chwilę na jedzące ptaszyny i machnęła gwałtownie rękoma.
- Sio! - krzyknęła, a gołębie wzbiły się w powietrze doprowadzając fioletowo włosom do szerszego uśmiechu. Kochała spoglądać na latające ptaki. W ich skrzydłach spostrzegała siłę, która pozwalała być im wolnym. Uważała, że to dzięki nim mogły w każdej chwili uciec od koszmaru i zagłębić się we własnym świecie. Ona zaś taka nie mogła być, gdyż dawno temu oderwano jej skrzydła i pozostawiono w tym mieście.
- Ja też kiedyś będę latać! - krzyknęła promiennie i z rozpostartymi rękoma pobiegła na przód, przebiegając przez pasy na drugą stronę ku swojemu ulubionemu wieżowcu. Kochała spoglądać z niego na otaczający ją świat. Miała wtedy wrażenie, że mogła zrobić wszystko, że mogła skoczyć i zatrzepotać swoimi skrzydłami. Uciec od koszmaru jak gołębie, wrócić do swojej wymarzonej rzeczywistości.
- Wbiegłam! - wyskoczyła z korytarza na zewnątrz dachu jak poparzona i zziajana opadła na zimny beton, spoglądając w leniwie płynące obłoki. Wyciągnęła rękę jakby chciała je złapać i spojrzała na wewnętrzną część dłoni. Z zamyśleniem oglądnęła ją uważnie zauważając nową kreskę.
- O nie! Starzeje się! Mam kolejną zmarszczkę na dłoni! - wrzasnęła podrywając się na tyłek. Przejechała szybko palcem po nowej kresce, kiedy to usłyszała szmer, którego nikt normalny by nie dosłyszał. Okręciła głowę za siebie, zauważając zarysy stojącego za nią chłopaka z deskorolką w ręce. Siedziała niewzruszona na jego widok. Ciekawa była jego reakcji, bo po co skradał się do niej od tyłu? Miał jakieś nikczemne wobec niej zamiary, a może nie spodziewał się czyjejś obecności na tym dachu? W końcu mogła wybrać każdy inni, tak samo jak on.
- Kim jesteś? - zmarszczył brwi z groźnym wyrazem twarzy, jakby chciał zabić ją wzrokiem. Kurczowo zacisnął rękę, przygniatając mocniej zawiniątko pod pachą i zrobił kilka kroków w jej stronę, a ta z kolei nadal siedziała jakby nigdy nic. - Gadaj!
- Kim jestem? Człowiekiem, nie widać? - odpowiedziała pytaniem, okręcając się w jego stronę. Wyglądał dość zabawnie. Sama mogłaby dostrzec coś podobnego do niej w jego stylu, ale od razu było widać, iż był skejtem. Kilka przecznic dalej było ich pod dostatkiem, ale znajdowało się w nim coś jeszcze, co interesowało Neko. Ta aura, która z niego się wydobywała była odmienna od całej reszty mieszkańców.
- Nie rób ze mnie idioty. Przysłali cię z Błękitnych Rycerzy?!
- Skąd? A kim są ci Błękitno coś tam? - przechyliła głowę niczym zdezorientowany pies, który nie rozumiał ani słowa mówionego do niego.
- Nie ważne. Nawet nie wyglądasz na... - przerwał, przecierając sobie twarz ze zmęczenia i skierował się ku wyjściu, nie zwracając uwagi na dziewczynę.
- Baaaka – burknęła niewinnie pod nosem, nadymając policzki i podeszła do krawędzi dachu, wyglądając do przodu, aby dostrzec małe mrówki. - Wszystko jest takie małe – roześmiana zaczęła chodzić po brzegu niczym po krawężniku z rozpostartymi rękoma.
- Głupia, chcesz się zabić?! - krzyknął białowłosy zatrzymując się w drzwiach. Spojrzał na Neko, która okręciła się na pięcie w jego stronę i z łagodnym uśmiechem przechyliła się do tyłu, znikając za horyzontem. - Idiotka! - pomyślał głośno, podbiegając prędko do krawędzi, lecz szybko cofnął się do tyłu, czując zawroty głowy. Uklęknął na czworaka i wyglądnął zza podłoża widząc znikające nogi dziewczyny w otwartym oknie. - Wariatka – pokiwał przecząco głową i z ciężkim westchnięciem usiadł na tyłku.
   Co to była za dziewczyna? Czyżby życie było jej nie miłe, że tak swobodnie spadała na ziemię? Przecież mogła zginąć, gdyby okno nie było otwarte.
   Właściwie, to jakim sposobem wlazła do środka?

   Na niebie zaległa już ciemność, a słońce ustąpiło miejsca księżycowi, który zwracał na siebie większą uwagę niż miliony mieniących się gwiazd.
- O jak wesoło i jak przyjemnie w pingwina bawić się, się, się – dziewczyna bujała się na huśtawce popijając mleczko z kartonu. Dzisiejszy dzień uznała za udany. Zwiedziła spory kawałek miasta, którego jeszcze dotąd nie widziała. Pobawiła się z dziećmi, pojadła syto w restauracji, gdzie kucharz bardzo cenił sobie dziewczyny towarzystwo i na koniec osadziła się na tym miłym placu zabaw, całkiem pustym o tej porze.
- To znowu ty? - przeleciała wzrokiem po okolicy, a jej czuły słuch wskazał Neko kierunek dochodzącego głosu. Przed placem zabaw zatrzymał się ten sam chłopak na deskorolce, którego napotkała na dachu, ale tym razem bez tajemniczego pakunku.
- Nio – pisnęła niewinnie z uśmiechem, kończąc pić mleko. Zeskoczyła z huśtawki i w podskoku okrążyła białowłosego, uważnie mu się przyglądając. - Gdzie masz tamtą paczkę? - spytała spostrzegając brak przedmiotu.
- Nie twój interes.
- Ojejejej, ktoś tu chyba wstał lewą nogą – pstryknęła go w nos i zrobiła kilka kroków do tyłu, splatając dłonie za plecami. - Straszny burek z ciebie. Masz coś słodkiego dla odmiany – rzuciła mu cukierka i odwróciwszy się na pięcie zniknęła w ciemnościach nocy. Wróciła biegiem na swoje kochane drzewo i wygodnie układając się do snu, pozwoliła ociężałym powiekom opaść, pogrążając się w błogim śnie.
- Oyasumi – wyszeptała i z nieustającym uśmiechem miauknęła na koniec dzisiejszego dnia.

1 komentarz:

  1. Podoba mi się ^^. Ta część wyszła Ci bardzo zgrabnie ;). I polubiłam Neko ;).
    Aktualnie ciężko jest napisać oryginalne opowiadanie o oryginalnych ludziach. Taki paradoks ^^. Trzymam kciuki, żeby Neko się przebiła ;).

    Ładny wstęp do retrospekcji. Mam nadzieję, że co jakiś czas będą pojawiały się wstawki z rozmowy babci z pisarzem. I że pisarz będzie zadawał dobre pytania. Niedługo powinien zacząć podejrzewać, że rozmawia z samą Neko. Nieważne, czy nią jest, czy nie jest. Ważne jest to, że zna zadziwiająco dużo szczegółów ;D.

    Bardzo, bardzo przypadł mi do gustu opis miasta. Mogłabyś go pisać jeszcze przez dwie strony i bym się nie nudziła.

    Hm. Dodam jeszcze, że na początku miałam duży problem z lokalizacją czasową akcji i retrospekcji. Wydawało mi się, jesteśmy cofnięci w czasie gdzieś daleko. A tu nagle wyskakują mi emotikony i deskorolki. W tym wypadku czar wspomnień podziałał na mnie odurzająco. Na szczęście mnie olśniło ;D. Retrospekcja musi dziać się jakoś teraz, czyli akcja umiejscowiona jest w przyszłości. No albo ogólnie wszystko dzieje się w przyszłości.

    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń